wtorek, 6 sierpnia 2013

Deser (yaoi)

   Niebo było czyste, granatowe i gęsto obsypane gwiazdami. Księżyc wznosił się wysoko, oświetlając nieznacznie pole, na którym krzątali się ludzie. Drewno zrzucone było w jedno miejsce, otoczone okręgiem z kamieni. Wokół poustawiane były skrzynie i rozłożone koce. Wszędzie rozchodziły się echem śmiechy i rozmowy, niekiedy podniesione głosy, innym razem szepty.
   - Mikasa! - Armin złapał dziewczynę za ramię i poprowadził na skraj polany. Dopiero wtedy, upewniając się, że go tu nie ma, spytał - Co z tortem?
    Dziewczyna wskazała kciukiem na budynek za nimi.
    - Spokojnie, Hanji obiecała, że się tym zajmie.
    Mina Armina wcale nie wskazywała na to, że jest spokojny. W końcu machnął ręką.
    - Gdzie Eren? - zapytał po chwili ciszy.
    - Podobno z Jeanem. Spokojnie, mają przyjść niedługo. - Mikasa uśmiechnęła się ciepło. Rozluźniła poszarpany już szalik, po czym podeszła do pozostałych. Armin ruszył za nią, poprawiając włosy upięte w luźny kucyk.
     Gdy Rainer wkładał papier ze starych gazet między drewno, do grupki osób dołączyli dwaj mężczyźni.
     - Ej, ludzie! Wszystko gotowe? - Jean musiał niemal krzyknąć, aby przebić się przez rozgadany tłum. Sasha pokiwała głową, podając zapałki Erenowi.
     - Eren - zaczęła Mikasa, kładąc mu rękę na ramieniu - rozpal ognisko.
     Gdy ogień buchnął wysoko w górę, rozbrzmiały oklaski,a  w ślad za nimi "sto lat". Eren odwrócił się do przyjaciół, uśmiechnięty i szczęśliwy. Nie spodziewał się, ze zorganizują coś takiego. Ba, że w ogóle coś zorganizują! Prezenty były skromne, ale przede wszystkim użyteczne. Hanji przyniosła tort, który sama robiła, a potem Jean wziął gitarę i zaczął grać. Wieczór upłynął spokojnie i wesoło. Gdy ognisko dogasło, wszyscy zaczęli się zbierać. Armin z Reinerem odprowadzili nieprzytomnego Erena do swojego łóżka, reszta- która była na siłach- pozbierała wszystkie rzeczy.
     Osiemnastkę w końcu trzeba hucznie świętować, prawda?

~~

    Słyszał jakieś szepty, ale obrócił się na bok i przycisnął ucho do policzka. Nie otwierał oczu, nie chciał. Jednak po chwili trzasnęły drzwi i skrzypnęło otwierane okno. Z cichym jękiem rozwarł powieki, powoli przyzwyczajając się do jasności panującej w pokoju. Ostrożnie siadł na łóżku i przyłożył dłoń do czoła,  przeklinając. Ból był nieznośny.
    - Ostro zabalowałeś, dzieciaku.
    Nie miał siły się wyprostować, aby odnaleźć wzrokiem gościa. Po prostu cicho zapytał:
    - Co tutaj pan robi, sir?
    - Jakaś grupka dzieciaków zorganizowała ognisko, gdzie parę osób się upiło. W tym ty. Na szczęście kilka rozsądniejszych osób po was posprzątała, co nie oznacza, że ominie cię kara. Jak myślisz, co tutaj robię?
    - Tak jest, sir.
    Ledwo docierało do Erena, co mówił gość. Po prostu chciał, aby kac nagle w cudowny sposób zniknął.
    - Spójrz na mnie, dzieciaku.
    - Dlaczego pan mówi do mnie ciągle "dzieciaku", sir?
    Westchnienie. I skrzypnięcie krzesełka.
    - Nie zrozumiałeś polecenia?
    W końcu Eren przeniósł wzrok na kaprala, starając się nie ziewać. Był taki cholernie zmęczony, niewyspany i obolały.
    - Przepraszam - wymamrotał, przyglądając się, jak Levi siada na łóżku i przykłada mu dłoń do czoła.
    - Ciągle się trzeba tobą zajmować, co? - westchnął, a następnie rozczochrał mu włosy.
    - Um... sir...?
    - Co?
    - Czemu pan tu przyszedł, skoro nie było pana wczoraj...?
    - Odpowiedziałeś sobie na pytanie.
    Eren sapnął, padając z powrotem na poduszki. W pokoju panował miły przeciąg. Z rozkoszą zamknął oczy, próbując zapomnieć o rozrywającej się na małe fragmenty czaszce. Przez chwilę panowała cisza. Chłopak zastanawiał się, czy Leviego mogła przysłać Hanji, ale biorąc pod uwagę fakt, że ona sama wczoraj spiła się na umór, było to mało prawdopodobne. Nagle coś wylądowało na jego brzuchu. Otworzył szeroko oczy i spojrzał na prostokątne, niewielkie, biało-różowe pudełeczko. Zamrugał kilkakrotnie, spojrzał na Leviego, znowu na pudełko, znowu na Leviego, aż w końcu podniósł wieczko. W środku były czekoladki- jedne z najdroższych i najtrudniej dostępnych smakołyków.
   - Heichou...
   - Wszystkiego najlepszego. - Levi odwrócił wzrok, patrząc za okno. Nogę założył na nogę, będąc niemal plecami do chłopaka. Eren mimo to docenił gest i z szerokim uśmiechem podziękował. Następnie wziął jedną czekoladkę do ust, rozkoszując się jej cudownym smakiem.
    - Słodyczy nie je się przed śniadaniem - zganił go Levi, nadal odwrócony tyłem. Eren przełknął czekoladkę i odparował:
    - Trzeba było mi dać czekoladki po śniadaniu, sir, a nie przed.
    Morderczy wzrok Leviego sprawił, że Eren natychmiast spuścił wzrok i zamknął pudełko, mrucząc pod nosem przeprosiny.
    Jednak tylko tyle wystarczyło...
    - Nieważne. Jedz, jak chcesz. To twój prezent i nie moja sprawa, co z nim zrobisz. - Mruknął kapral, poprawiając mankiet koszuli. Eren spojrzał na niego, unosząc brew w górę. Po chwili wzruszył ramionami i wyjął kolejną czekoladkę. Gdy ją włożył do ust, wzniósł opakowanie do góry, aby móc odczytać, jakie są smaki wypisane na spodzie opakowania.
    - Jest toffi? - spytał cicho Levi, patrząc na chłopaka przez ramię.
    - T-tak... Jest śmietankowo-toffi. Poza tym... śmietankowy, kokosowy, z likierem i wiśnią, z orzechami...
    Levi odwrócił się przodem do Erena, patrząc takim wzrokiem, że czekoladki mimowolnie wypadły chłopakowi z rąk i rozsypały się na pościeli.
    - Przepraszam! - zaczął Eren, choć zdawał sobie sprawę, że to jego pościel.
    - Hm... - Kapral nie zwrócił uwagi na przeprosiny. Nakreślił palcem okrąg nad czekoladkami, po czym wziął jedną i przyjrzał się jej. - Powiedz "aaa".
    Eren miał oczy jak dwa spodki. Mówiąc dosadniej- głośno mrugał ze zdziwienia. Kapral westchnął i z ironią zapytał:
    - Czyżbyś nie dosłyszał?
    Eren natychmiast otworzył szeroko usta, mówiąc "aaa". Levi wcisnął mu do ust czekoladkę, ale Eren nadal mówił "aaa".
    - Kurwa, głąbie, połknij ją!
    Eren natychmiast zaczął jeść czekoladkę, czując, jak rumieniec oblewa mu policzki. W ciszy przyglądał się, jak Levi wyjmuje z kieszeni chusteczkę i wyciera palce,w  których miał słodkość.
    - Jaki smak? - spytał kapral, składając chusteczkę na pół.
    - Um... śmietankowy, sir.
    Levi spojrzał na pościel, po czym wziął kolejną  czekoladkę.
    - A to?
    - Chyba truskawka, sir.
    Levi westchnął, kręcąc głową z niezadowoleniem. Bez uprzedzenia wepchnął czekoladkę do ust Erena,  spokojnie pytając:
    - Jaki. Smak?
    Eren od razu, z pełną buzią, odpowiedział:
    - Kokochowy, cher!
    Levi uśmiechnął się niemal tryumfalnie, czekając, aż chłopak przełknie czekoladę. Zabawnie wyglądał. Niby zmęczony, niby blady, niby na kacu, ale rumiany, z potarganymi włosami i błyszczącymi, turkusowymi oczami. Wyglądał rozkosznie i- choć ciężko było mu się przyznać do tego przed samym sobą- słodko.
    Gdy Eren dyskretnie oblizał usta, kapral trzymał następną czekoladkę w palcach. Z brwią wzniesioną ku górze włożył kolejną do jego ust.
    - Toffi, cher.
    Nie czekając, aż połknie czekoladkę, Levi ujął jego twarz w obie dłonie i złożył delikatny pocałunek na jego ustach. Poczekał dosłownie parę sekund, ale Eren go nie odepchnął. Pocałował go raz jeszcze, i jeszcze, aż ten nie rozchylił ust. Levi pogłębił pocałunek, zlizując z jego podniebienia czekoladę i toffi. Eren, wciąż nie bardzo wiedząc, co się dzieje, zacisnął palce na pościeli, patrząc prosto w szare oczy Leviego. Gdy ten w końcu go puścił i otarł usta chusteczką, Eren zdołał wykrztusić:
    - Levi Heichou...
    - Schowaj resztę czekoladek. - Levi wstał i wrzucił chusteczkę do kosza stojącego przy biurku. - Będą na deser.

    ~~

    Siedzieli przy stole na dworze, jedząc obiad. Armin spoglądał z niepokojem na przyjaciela, który dłubał widelcem w talerzu bez widocznego zaangażowania. Zerknął na Mikasę która również uważnie obserwowała Erena. W końcu Armin westchnął, odchylił się na krześle i szturchnął chłopaka w ramię.
    - Eren, co ci jest?
    Ten drgnął, upuszczając widelec na stół. Natychmiast spojrzał na Armina, uśmiechając się uspokajająco.
    - Wszystko w  porządku - a zaraz potem dodał - To tylko kac.
    Mikasa westchnęła, przełknęła ostatni kęs i odsunęła talerz od siebie. Otarła serwetką usta i zlustrowała ich spojrzeniem pary zimnych, czujnych oczu.
    - Mówiłam, żebyś tyle nie pił. Armin wypił tylko kilka kieliszków, a ty?
    - Też nie wypiłem dużo... - mruknął Eren, ciskając spojrzeniem błyskawice w stronę Armina. Blondyn uśmiechnął się tylko, wzruszając ramionami, po czym upił solidnie wody ze szklanki.
    - Rano nie mogłam do ciebie przyjść, więc cały czas się martwiłam.
    - Nikt ci się nie kazał o mnie martwić!
    - Owszem, martwiłam się z własnej, nieprzymuszonej woli!
    - Zacznij się martwić o kogoś innego!
    - Ej, uspokójcie się, robicie niepotrzebne sceny... - wtrącił się Armin, kładąc dłonie na ramionach przyjaciół, którzy wstali z krzeseł i mierzyli się wzrokiem. - Eren nie jest dzieckiem, Mikasa. To były jego urodziny. Masz mu za złe, że się dobrze bawił?
    - Alkohol nie jest potrzebny do dobrej zabawy - dziewczyna wycedziła przez zęby, strącając rękę blondyna i ciężko siadając na krześle.
    - Ale czekoladki owszem... - mruknął pod nosem Eren, również zajmując swoje miejsce. Na pytające spojrzenie przyjaciół machnął ręką. - Nie przejmujcie się. To tylko kac.
    Armin westchnął.

    Po obiedzie Eren szedł do swojego pokoju. Nagle zza rogu wyszedł jego przyjaciel.
    - Eren, można na chwilę?
    - Jasne, pewnie! - Uśmiechnął się, wyciągając kluczyk z kieszeni i przekręcając go w zamku. Gdy weszli do środka, Armin siadł na krawędzi biurka.
    - Co jest, Eren? Widzę, że coś jest nie tak.
    Chłopak zamknął za sobą drzwi, rzucając kluczyk na szafkę nocną. Westchnął i siadł na krawędzi łóżka, patrząc na pościel zepchniętą w kąt. Pudełko czekoladek leżało obok kluczyków.
     - Ja... niby od dawna... ale...
     Armin zeskoczył z biurka. Gumka do włosów spadła na ziemię, uwalniając jego blond pasma. Podszedł do przyjaciela i usiadł obok, patrząc na niego z zaciekawieniem, może nieco z niecierpliwością, ale i spokojem. W końcu, gdy Eren wziął głębszy wdech, aby móc to z siebie wyrzucić, ktoś zapukał do drzwi.
     - Otwarte! - Erenowi serce zabiło szybciej, gdy w drzwiach stanął Levi.
     - Przeszkadzam?
     Ten ton głosu. To wymowne, zimne spojrzenie. Armin natychmiast wstał.
     - Nie, skąd, sir. - Zasalutował, po czym zwrócił się do Erena. - Tabletki niedługo powinny zadziałać. - Mrugnął do przyjaciela, po czym wyminął Leviego w drzwiach. Eren uśmiechnął się, zaciskając drżące dłonie w pięści. Drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem.
    - Gdzie są klucze?
    - Tutaj, sir. - Eren wziął z szafki klucze, po czym wstał i zamknął drzwi, przekręcając dwa razy.
    - Nadal cię boli głowa? - Levi podszedł do łóżka i zaczął je ścielać. Był tylko w spodniach i butach od munduru, natomiast koszulę miał zwykłą, białą, z ozdobnymi mankietami i wysokim kołnierzem. Gdy skończył, odwrócił się do Erena, czekając na odpowiedź.
    - Tak, sir. Znaczy... zdecydowanie mniej. Jeszcze tylko trochę w skroniach...
    Kapral gestem nakazał Erenowi podejść bliżej. Gdy stali naprzeciw siebie, palcem wskazał podłogę. Chłopak przełknął ślinę i zgiął kolana, aby być niższym od swojego przełożonego. I wtedy Levi pocałował go w lewą, a potem w prawą skroń.
    - Boli jeszcze?
    Eren pamiętał, jak był mały i się o coś uderzył. Obowiązkowo mama lub tata musieli pocałować bolące miejsce- ból znikał natychmiastowo.
    - Nie, sir. Już nie boli.
    Levi rzucił się na plecy na łóżko, splatając dłonie pod głową.
    - Zdejmij mi buty.
    Eren kiwnął głową, po czym oparł się kolanami o krawędź łóżka i zdjął jego buty. Położył je na ziemi, równo, aby nie dostać opieprzu. Levi, choć nadal się nie uśmiechał, wyglądał na zadowolonego.
    - Mam nadzieję, że zostawiłeś  czekoladki na deser.
    Czyli jednak... Po części chłopak żałował, że nie zdążył się zwierzyć ze swoich uczuć i wydarzeń z rana przyjacielowi, ale z drugiej strony... może to i dobrze? Co by mu powiedział? Że od dawna podkochiwał się w kapralu? Zerknął na niego, a ich spojrzenia się skrzyżowały. Od razu odwrócił wzrok, czując, jak się rumieni. Nie było to kłamstwo. Ale nigdy się nikomu nie zwierzał. Był zajęty tytanami, ćwiczeniami i powierzonymi mu zadaniami, że nie zastanawiał się, co czuje do tego zimnego mężczyzny. Serce biło mu szybciej. Pewnie ze strachu. Cieszył się, jak go widział. Być może dlatego, że czuł się bezpieczniejszy w jego obecności. Smutno mu było, gdy był na niego zły. Może bał się, że spotka go kara.
    Ale czy to na pewno o to chodziło? Po części tak. Ale nie do końca.
    Prawda, jaką starał się nie dostrzegać, była oczywista. Zakochał się w nim już dawno. Ale nigdy nie był na tyle odważny, aby się do tego przyznać Teraz też próba zwierzenia się Arminowi spaliła na panewce. Teraz mężczyzna, do którego uczucie rozkwitło przez te lata, leżał na jego łóżku i czekał, aż Eren znowu go nakarmi.
    Aż będzie miał pretekst, aby go pocałować.
    Serce bezlitośnie obijało mu się o żebra. Niemal mechanicznie pokiwał głową.
    - Tak, sir. Tak jak kazałeś.
    - Wspominałeś, że jest jakaś czekoladka z alkoholem... Daj mi ją.
    Eren pokiwał głową. Otworzył pudełko czekoladek i przyjrzał się każdej. W końcu wziął odpowiednią drżącymi rękami i nachylił się nad Levim.
    - Ej, Eren. - Zimny głos kazał Erenowi się wstrzymać z karmieniem. - Nie tak mi ją podaj.
    - A... a jak, sir?
    Levi westchnął ciężko, po czym chwycił go za koszulę i przyciągnął do siebie. Eren spadł na niego, trzymając czekoladkę nadal w palcach. Szeroko rozwartymi oczami patrzył na kaprala, który przechylił nieco głowę.
    - Weź czekoladkę między zęby. Dobrze. Przysuń się. Przegryź czekoladę.
    Alkohol spłynął po wardze, a następnie brodzie Erena. Levi uniósł się na łokciu, drugą dłoń kładąc na plecach chłopaka, po czym zlizał likier z jego brody, wyżej, aż do wargi. Złapał zębami część czekoladki i oderwał ją od drugiej, sprawiając, że jeszcze więcej alkoholu spłynęło na wargi chłopaka. Zlizał ją, a wiśnie zabierając podczas pocałunku. W końcu odsunął się nieco, aby przełknąć czekoladę, po czym syknął na Erena. Chłopak spiął się nie wiedząc, co zrobił źle.
    - Całuj mnie, idioto!
    Eren czuł, jak oddech mu przyspieszył, jak serce waliło mu młotem, jak pot spływa mu po plecach... Zadrżał, przełykając swoją czekoladę. Levi, widząc, jaki skołowany jest chłopak, zwinnie przerzucił go na drugą stronę łóżka tak, że chłopak leżał na plecach.
    - Widzę, że taki dzieciak jak ty jeszcze nie wie, jak się całować, co?
    - Levi Heichou...
    - Cicho. Teraz tylko "Levi", jasne?
    Eren pokiwał głową.
    Mężczyzna usiadł okrakiem na wysokości bioder Erena, zaciskając palce na pościeli obok jego głowy. Nachylił się, sprawiając, że grzywka wpadła mu do oczu. Jego usta smakowały czekoladą i alkoholem. Były delikatne, takie niewinne, dziewicze... Uśmiechnął się do swoich myśli, przygryzając jego dolną wargę i lekko ją ciągnąc.
    - Powiedziałem, abyś mnie całował, czyż nie? - syknął mu wprost do ucha, muskając wargami jego płatek. Eren cichutko potwierdził, po czym pocałował jego szyję. Levi przysunął się tak, aby ich usta mogły się zetknąć w kolejnym pocałunku. Choć Eren starał się jak mógł, Levi nie mógł powstrzymać uśmieszku. W końcu wyprostował się, zgarniając palcami włosy do tyłu.
    - Nieźle, ale jeszcze musisz się dużo nauczyć - powiedział Levi, mrugając od niego.
    - Tak, sir...
    - Eren. - Tym razem Levi był już poważny- o ile wcześniej poważny nie był- i patrzył chłopakowi prosto w oczy. - Do ciebie należy decyzja, czy tego chcesz, czy nie. - Akcent padł na słowo, od którego Erenowi dreszcz przebiegł po plecach.
    Nie wierzył, że to słyszy. Nie wierzył, że tego właśnie chce. Chcą. Oboje... chcieli tego? Ale zaraz... skoro tak nagle to wszystko się potoczyło, to czy nie było to zwykłe pożądanie? Owszem, kochał Leviego, tego pedanta, kaprala, mężczyznę, kochał go, ale czy działało to w obie strony...?
    - Skoro się wahasz, to nie nalegam. - Coś błysnęło w oku Leviego, coś, co Erenowi kazało złapać go za nadgarstek i nakazać pozostać na miejscu, gdy ten chciał z niego zejść.
    - He... Levi... - szepnął, czując, jak okropna gula stanęła mu w gardle. Z trudem ją przełknął, ale dokończył myśl, dzielnie wytrzymując kontakt wzrokowy z kapralem. - Ja... kocham cię.
    Nie tego się Levi spodziewał. I ten szok, wymalowany na jego twarzy, był jak cios prosto w serce. Więc nie tego kapral oczekiwał. Jedynie przespania się ze sobą, to wszystko. Nic ponad to. A teraz on wyznał mu swoje uczucia. Zachciało mu się płakać, ale nie uronił ani jednej łzy.
    - Kochasz mnie? - Levi powtórzył jak echo, rozchylając nieco usta. Po chwili na jego twarz wstąpił delikatny, uroczy uśmiech, tak bardzo nie pasujący do jego zwykle naburmuszonej twarzy. Potrząsnął głową, poprawił kołnierz, parsknął śmiechem... Ale gdy ponownie spojrzał na Erena, jego oczy zdawały się być pełne radości.
    Levi. Radość. Miłość. Czemu nadal brzmiało to dla Erena jak paradoks? Czemu nadal wydawało się to dziwnie ze sobą kontrastować, gdy Levi pochylił się, aby znowu pocałować jego słodkie usta? Wplótł palce w jego włosy, nie pozwalając mu się odsunąć choćby na milimetr. Leviemu to nie przeszkadzało. Całował, póki nie brakło mi tchu, póki nie odsunęli się od siebie.
    - Eren... - zaczął Levi, głaszcząc go po głowie. - Wcześniej... byłeś po prostu za mały.
    Eren zrobił tak dziwną minę, coś pomiędzy gniewem a rozbawieniem, że Levi zachichotał mimowolnie. Pocałował go w czoło.
    - Nadal boli cię głowa?
    - Nie, hei... Levi, już nie.
    - Też cię kocham, dzieciaku.
    Eren ledwo zdążył zrobić głębszy wdech, gdy znowu połączyli się w pocałunku. Tym razem nie był mu dłużny. Wsunął dłonie pod jego białą koszulę, masując jego plecy. Wyczuwał długie, szerokie blizny, które zostawiły pasy od trójwymiarowego manewru. Wyczuwał jego drżenie, jego ciepło... Niemal wpił się w niego ustami, pragnąc więcej...
    - Eren... - sapnął Levi, rozpinając guziki jego koszuli. - Chcesz tego?
    Znowu akcent na to słowo.
    - Tak... - Cicho, choć zdecydowanie. Levi uśmiechnął się szerzej, po czym zrzucił koszulę Erena na ziemię. Całował jego szyję, szczególnie obojczyk, ramiona... Eren przesunął dłonie na brzuch mężczyzny. Jęknął cicho, gdy ten polizał jego sutki. Zadrżał, gdy głośno pocałował. Wygiął się w łuk, przytrzymując mocno bioder Leviego. Ale to był dopiero początek... Levi w końcu sam zdjął z siebie koszulę, popatrzył na nią krytycznie, aż w końcu z westchnieniem zrzucił ją na ziemię. Następnie spojrzał na Erena. Niżej. Niżej...
    - L-Levi... Nie patrz...
    Chichot.
    - To nie ty tu wydajesz rozkazy, Eren. - Po tych słowach dotknął krocza chłopaka. Eren wziął głęboki wdech, zamykając sobie usta dłonią. - Już? - Levi pokręcił głową z niedowierzaniem. Nacisnął nieco, aż w końcu rozpiął rozporek chłopaka. Rozkoszował się westchnieniami Erena, tym nieśmiałym uśmiechem... Spodnie spadły na ziemię. Po chwili również bielizna.
    - H-heichou! - pisnął Eren, zaciskając palce na pościeli. Levi nie słuchał. Zaczął kreślić wzory językiem na jego brzuchu, bawiąc się lewą ręką jego męskością. Jęki stały się głośniejsze. W końcu Levi podparł się obiema dłońmi obok bioder, patrząc głęboko w oczy Erenowi. Uśmieszek.
    - Levi!
    Kolejny dreszcz. Rozkosz. Namiętność. Szeptane imiona. Czekoladki na szafce. Słońce zmierzające ku zachodowi...
    Levi pieścił go językiem i wargami, sprawiając, że podniecenie ogarniało Erena szybciej i szybciej...
    - Levi... - szepnął Eren takim tonem, że mężczyzna spojrzał na niego pytająco. Nim znowu się pochylił, Eren dźwignął się do siadu i zaczął rozbierać Leviego ze spodni. Kapral uśmiechał się, głaszcząc go po policzku. W końcu oboje byli nadzy.
    I Eren znowu znalazł się na dole. Oplótł nogami Leviego w pasie, unosząc biodra. Dłońmi gładził jego kark, gdy ten w niego wszedł. Szybko. Cicho. Przyjemnie...
    Cisza.
     Jęk.
    - Levi!
    Westchnienie.
    - Levi...
    Szybciej, szybciej...
    - Eren....
    Przyspieszone oddechy. Serca bijące w jednym rytmie.
    - Levi!
    Jęk. I westchnienie ulgi. Zaraz po nim kolejne, tym razem mężczyzny.
    Levi, wychodząc z chłopaka, przetarł czoło przedramieniem, uśmiechając do niego. Eren, zadowolony, ale też zawstydzony, przewrócił się na bok. Levi nachylił się nad nim, pocałował go w ramię, w ucho i szepnął:
    - Powiedzmy, że czekoladki to były przeprosiny za to, że mnie wczoraj nie było z tobą. A seks... to prezent na osiemnastkę, dzieciaku.
    - Cholera...
    Levi położył się obok niego, obejmując w pasie i przytulając do siebie.

    ~~

    Mikasa patrzyła podejrzliwie na Erena. Armin patrzył jeszcze bardziej podejrzliwie. Eren zarumienił się nieco, odwrócił wzrok i spytał:
    - No co?
    Nagle minęli ich Hanji, Levi i Erwin. Trójka przyjaciół zasalutowała. Po chwili wahania Eren się odezwał:
    - Levi!
    Kapral zatrzymał się i obejrzał na niego. Nie uśmiechał się. Patrzył zimno i niemal ze znudzeniem.
    - Dla ciebie KAPRAL Levi, dzieciaku.
    Armin założył ręce na piersi, przyglądając, jak Eren rumieni się jeszcze bardziej.
    - Tak jest, sir!
    Hanji również się zatrzymała, mrużąc oczy i przenosząc wzrok z Erena na Leviego.
    - Przyjdź do mnie po kolacji. - Rozkazał Levi, odwracając się na pięcie i ruszając dalej.
    - Dobrze, sir!
    Gdy odeszli, Mikasa syknęła.
    - Nie lubię tego dupka...
    Eren przewrócił oczami.
    - Cóż... z jego podejściem wątpię, abyśmy się przy tobie całowali... ale w razie czego będziemy cię unikać.
    Eren przybił piątkę Arminowi i ze śmiechem poszli w swoją stronę, zostawiając za sobą zdezorientowaną Mikasę.

_________

Przepraszam za wszelkie błędy, przepraszam, że to napisałam, przepraszam, nie lubię Mikasy x.x
Z dedykacją dla Misiuchy. Amen. (Przeżyłam! XDD)

21 komentarzy:

  1. HIHIHIHI GENIUSZ~~
    Podobało mi sie, i to bardzo~~
    szczególnie ten dystans Leviego i Erena~~ x3
    hihihi i te czekoladki~~

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Ja też nie lubię Mikasy, jest nadopiekuńcza na siłę...
    Ale podobała mi się rozmowa Leviego i Erena w łóżku :D
    nie wiem czemu, ale moje komentarze pod poprzednimi notkami się nie wyświetliły '__'

    OdpowiedzUsuń
  3. NO CZEŚC PYSIACZKU WYCZUWAM TUTAJ DZIKIE SEGZY, OHOHOHOH XD ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. ugyygufiyfdiurciygvi KOCHAM *3*

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! *3* Nic dodać, nic ująć O3O

    OdpowiedzUsuń
  6. Suuuuuper słodkie <3 Strasznie mi się podobało. A szczególnie wyznanie miłości i odpowiedź <3 Moje gratulacje ! To było Genialne !

    PS: Też nie lubię Mikasy...jest dziwna i nadopiekuńcza :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mega słodkie <3 Genialne! Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Hehehe..
    Jakie to było...namiętnie *q*

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie słodkie czekoladki <3 Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyno, uwielbiam Cię! *////////////* <3
    Więcej, błagam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Omg....
    Jeden z najlepszych yaoiców z tym parkingiem <3 (a wiesz mi trochę ich już czytałam x3)
    Ja cem wincyj!
    Weny życzę :3
    Miyuki

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne ! Pisz dalej błagam ; o

    OdpowiedzUsuń
  13. Na początku tego opka myślałam że Levi się czegoś naćpał , bo miał inne zachowanie C: Notka świetna oby tak dalej pozdro !

    OdpowiedzUsuń
  14. Heh powiem szczerze, że bardzo podoba mi się ogólna oprawa bloga :D Jest bardzo romantyczna co dało troszkę takiego kopniaka temu początkowemu ''poczęstunku'' czekoladkami. Opowiadanie bardzo mi się podobało i liczę na kolejne ;)
    Życzę weny i wytrwałych palców! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. tak, trafiłam tu przed paroma minutami, tak przeczytałam wszystko a jak wiadomo dużo tego nie było i teraz ja się zapytuję czemu?????????!!!!!!!!! jeden z nielicznych dobrych blogów, które da się czytać i notki są konkretnej długości a nie 3 zdania i autor się ciesz, że coś dodał. Skąd ten przestój no??? Ja się nie zgadzam na takie traktowanie. Weny życzę dużo, aż w nadmiarze najlepiej bo jak nie to linijką po łapach dam. Haru-chan :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ''Kolejny dreszcz. Rozkosz. Namiętność. Szeptane imiona. Czekoladki na szafce. Słońce zmierzające ku zachodowi...'' - wybacz, piszesz bardzo dobrze, ale... przy tym fragmencie zaczęłam się śmiać XD No czysty Harlequin XD

    OdpowiedzUsuń
  17. O CHOLERA *Q* To opowiadanie jest takie... Takie... Awww~! No po prostu jest cudowne!!! Levi na górze mmm~ coś, co lubię xD Ja tam lubię Mikasę, co nie zmienia faktu, że jest wkurzająca i ingeruje w związek Heichou i Erena xD mniejsza o to, Twoje opowiadanie jest cudowne, jak już wspomniałam i po prostu się w nim zakochałam! Jest urocze, momentami zabawne no i takie mrraśne *w* pomysł w sumie nie jest zbytnio oryginalny, bo istnieje wiele podobnych opowiadań o tematyce z czekoladkami na urodziny, ale Ty zdecydowanie świetnie go wykorzystałaś i opisałaś c; no i jeszcze ten pairing <3 tak mocno kocham! Weny życzę na przyszłość *.*

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahaha.. końcówka najlepsza ** Ja tam nawet lubię Mikasę, ale podobnie jak Kasumi the Raper wkurza mnie jej ingeracja w ich związek. Co do opowiadania - kocham ten pairing (po AkaKuro oczywiście) i ich miłóść do siebie jest różnie przedstawiana. Twoja była całkiem słodka Awww !!!! I pytanie: Dlaczego ciebie niema? I drugie pytanie: Dlaczego nie ma rozdziałów? Pytania się wykluczają.. wiem. Ale mimo to życzę weny i powrotu z nową partią nowych pomysłów.. *_*

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. świetne, kontynuuj, bo naprawdę bardzo ładnie ci idzie :3

    OdpowiedzUsuń
  21. Ha ha! Genialne! XDD Końcówka najlepsza! ~~♥

    OdpowiedzUsuń